Dzień #2

No to tak. Zaczęło się niekoniecznie tak jak bym chciała. Pomijając pewne kwestie, zaczęło się tak, że budzik o 8 był dla mnie czymś niezrozumiałym i automatycznie, z przyzwyczajenia machnęłam na niego ręką aby się zamknął. Efekt oczywiście taki, że zwlokłam swoje zwłoki o 8.45 z łóżka i w dzikim pędzie zaczęłam się ubierać i pakować na zajęcia. Śniadanie – nie zjedzone, nieogar totalny. Jedyne co mi się udało to skroić cytrynę, wcisnąć ją do butelki z wodą i z takim napojem w plecaczku chodziłam sobie dzisiaj po świecie. No i jakieś kanapki na uczelnię też udało mi się zrobić.

Przychodzę na zajęcia, a tam się okazało, że na dziś trzeba było przygotować przemówienie do kamery na przedmiot, który nazywa się Techniki Mowy i Prezentacji czy jakoś tak. Wszyscy odstawieni, koszule, żakieciki, elegancko a ja w sweterku i t-shircie i takich jeansach co to już parę razy był założone. Bez śniadania, bez kawy – musiałam stanąć i zaimprowizować. Jak wyszło? No pewnie nie jakoś tragicznie chociaż i tak mi wstyd. To jest kolejna z tych rzeczy, których w sobie nie lubię i które chciałabym wyeliminować. Ale było minęło, trzeba to sobie powiedzieć po raz kolejny i żyć dalej.

W sumie to mam strasznie dużo rzeczy do roboty, tak obiektywnie patrząc ale brakuje mi zupełnie motywacji aby za cokolwiek się zabrać. Już nie wspominam o tym, że chronicznie boli mnie głowa i ogólnie moje samopoczucie to 3/10. I tak lepiej niż wczoraj o tej godzinie.

W planie na dziś:

  • wycieczka do sklepu po jakieś dobre rzeczy do jedzonka ale jeszcze nie wiem co
  • jogurt z płatkami owsianymi!!! ✔
  • o 16.20 kumpele z pedago kończą zajęcia, wieki ich nie widziałam, idę sie spotkać na chwilę z nimi i z ziomkiem ✔
  • może jakieś większe spotkanko bo studencki czwarteczek ale kto to wie, coś kręcą, coś nie wiedzą, weź tu się umawiaj
  • a tak poza tym to patrzę co chwilę przez okno i nie mogę się napatrzeć – jest słonecznie, fajne cienie padają na wszystko a do tego wszystkie okoliczne owocowe drzewka kwitną, ale jak! olbrzymie białe bomby kwiatów na każdej jednej gałązce. rewelacja. i to nieskazitelnie błękitne niebo ❤

 

ediiiiit:

Byłam się spotkać z ziomkami i byłymi współlokatorkami jeszcze z czasów Sopotu. No i jakoś tak pogoda dopisała (jak wracałam z zajęć po 13 to wiało nieziemsko i było nieprzyjemnie – godzina 16, słońce, 20 stopni, zero wiatru, rewelaaacjaa), że postanowłam się przejść. Zainstalowałam sobie apkę wreszcie jakąś porządną, która nie wykańcza baterii w moim telefonie. I oto efekt:

 

mapka

trasa niepełna, bo przecież wyruszyłam z domu a nie spod McDonalda ale okej, niech będzie, PS to nie prawda, że zrobiłam 4.19 km, na pewno zrobiłam 5, jeśli podliczyć trasę z maka do domu 😀

 

Ogólnie +6 do samopoczucia i tak ogólnie czuję się lepiej. No i widzę, że zaczyna mi się chcieć. Wciąż odruchowo po powrocie do domu siadam przed kompa, ale już po powrocie ze spaceru było zawahanie i jednak łazienka i prysznic ❤ Także maluteńki ale widzę progres. Teraz w sumie przydałoby się zrobić jakiś progres ze studiami (bibliografia wciąż czeka na wysłanie, prace z angielskiego, nietknięte prezentacje… ała…) ale najpierw się jeszcze kopsnę do Auchan po jakąś dobrą szamkę bo w domu to tak słabo a w sumie mam ochotę na ciemny chlebek i jakieś dobre kanapeczki na kolację. No, i tym sposobem właśnie znów przebajerowałam przed kompem ponad godzinę ;_;

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s